Pielęgnuj wewnętrzne dziecko
Pomysł na sesję znanych szczecinianek oraz lalek będących ich małymi kopiami zrodził się we mnie już dawno, a że mam tak, że jak sobie coś wymyślę, to realizuję – efekty znajdziecie w magazynie.
Ja swoją ukochaną lalkę – Fleur mam do dzisiaj. Rodzice kupili mi ją w Baltonie – PRL-owskim przybytku wszelkich dóbr, nieosiągalnych dla zwykłego człowieka. Ze „sklepów za firankami” (nazwa pochodzi od tego, że zasłaniano tam okna, by przechodnie nie gapili się na nieosiągalne towary) korzystali tylko ci, którzy mieli dostęp do walut i bonów. Tak się złożyło, że tata – marynarz miał możliwość zakupów w Baltonie i tym samym stałam się posiadaczką tej luksusowej laleczki, która kosztowała tyle, co cały jego miesięczny dodatek dewizowy..
Lalki ponownie pojawiły się w moim życiu razem z podróżami, teraz jako dorosła osoba zbieram z przedstawicielki różnych krajów, które odwiedzam. Czekam również na fabularną historię o Barbie, która do kin wejdzie jeszcze tego lata. Tymczasem w gronie innych dorosłych dziewczyn oddałam się zabawie niezwykłymi lalkami od szczecińskiej La Lalli. Miło było wrócić do beztroskich czasów dzieciństwa, zanurzyć się we wspomnieniach, „zaopiekować” naszym wewnętrznym dzieckiem.
Izabela Marecka




